Lody Max Lava

Dziś po lekcjach zdecydowałam się na loda.W końcu wiosna,sezon grypowo-anginowy za mną i tak dalej.
W zamrażarce sklepu koło mojej szkoły znajdowało się parę różnych lodów Algidy "za złocisza",w tym Max Lava,którego nie znałam.Opakowanie przypominało mi lody z lwem Maxem,które widziałam na wakacjach w Turcji w zeszłym roku,więc zdecydowałam się kupić.
Niestety,lody te okazały się kolejnym z produktów sprzedawanych "oczami"-kupiłam coś,co kompletnie nie przypominało obrazka na papierku.
Po pierwsze,lody miały przypominać czarną łopatę z kroplą lawy na końcu.Miały być CZARNE.Po odwinięciu loda okazało się,że jest szary.Szary jak beton.Na boga,Algida kilka sezonów temu wypuściła lody Kolorki,które pojawiały się także w czarnej barwie,i nie przypominały cementu na patyku!
Po drugie-tak zwana lawa.Na papierku jest,co każdy zobaczyć może powyżej,CZERWONA.Natomiast w rzeczywistości lody nadziane są jakąś pienistą,bladopomarańczową masą.Niezbyt zachęcający opis.
Jedna rzecz,do której nie mogę się przyczepić to smak.Szara część lodów smakuje jak cola,a pomarańczowa...cóż-jak pomarańcze.Smaki są intensywne i naprawdę przyjemne.

Nie kupię tych lodów więcej.Nie sądzę też szczerze mówiąc,żeby stały się popularne i lubiane,bo chyba nikt nie lubi lizać czegoś,co wygląda jak kawałek kostki brukowej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz